Przekuj wiedzę na praktykę i wejdź do świata inwestycji. Pomogą Ci w tym Tomasz Jaroszek i Przemek Gerschmann.

Dlaczego warto zacząć inwestować?

Inwestowanie niejedno ma imię

Kręcimy się w kółko, czyli cykle w praktyce

Czy św. Mikołaj istnieje, czyli kilka słów o analizie wykresów

Jak kupić kawałek biznesu?

Prawo i podatki na giełdzie

Co to jest inwestowanie w wartość?

Twój panel zarządzania, czyli jak działa konto maklerskie

Wybór i wycena spółki

Dywidendy w Twoim portfelu

Budujemy portfel inwestycyjny

Gdy rynkiem rządzi zmienność

Emerytura z giełdy? To możliwe!

Bańki spekulacyjne

Safe havens, czyli bezpieczne przystanie

/ Jak się tworzą bańki spekulacyjne

Jednym z fundamentalnych mechanizmów ekonomii jest prawo popytu i podaży. Jeśli kupujących jest więcej niż sprzedających, to ceny rosną. Jeśli natomiast podaż zalewa rynek, ceny spadają. To prosta reguła, która działa w wielu obszarach rynku kapitałowego. Jednak jej silne zaburzenie może prowadzić do powstania bańki spekulacyjnej.

Jednym z najbardziej znanych przykładów baniek spekulacyjnych jest tulipanomania, która miała miejsce w XVII wieku w Holandii. Początkowo nic nie zapowiadało, że Holendrzy dosłownie oszaleją na punkcie kwiatów, za które w szczycie płacono tyle samo, co kosztował ówcześnie dom w Amsterdamie. Początkowo chodziło o posiadanie pięknych kwiatów, co sygnalizowało wysoki status społeczny. W miarę wzrostu ich popularności, nie chodziło już o wartość użytkową, ale o czystą spekulację na ich cenie. Dowodem tego był handel cebulkami tulipanów, które przecież mają niskie walory estetyczne. Holendrom zależało na wzbogaceniu się i to szybkim, stąd handlowano niezasadzonymi jeszcze kwiatami. Finansiści od razu zauważą tu podobieństwo do współczesnego rynku kontraktów terminowych, na którym również handluje się towarami z przyszłą datą ich dostarczenia.

Wracając jednak do Holendrów, historia tulipanomanii pokazuje, że nawet cebulki kwiatów mogą stać się powodem giełdowych spekulacji, a następnie wielkiego krachu na giełdzie. Bo tak właśnie się ona skończyła: gwałtowną, szybką i niespodziewaną wyprzedażą. Ceny tulipanów spadły do bardzo niskich poziomów, a inwestorzy stracili ogromne pieniądze. Dotyczyło to zarówno osób indywidualnych, spekulujących na cenie kwiatów, jak i również ówczesnych przedsiębiorców, którzy zakładali nowe plantacje tulipanów ze względu na lawinowo rosnące zainteresowanie tymi kwiatami.

Ten barwny przykład bańki spekulacyjnej doskonale pokazuje mechanizm, który działa do dziś. Jego pierwszym etapem jest faza ekscytacji. Jest to moment, kiedy wąska grupa osób jest podekscytowana nową technologią, modą czy biznesem. Poświęcają oni własny czas i pieniądze na promocję tej dziedziny wśród szerszego grona odbiorców, a ich optymizm zaraża coraz to nowe osoby. We współczesnych czasach łatwo znajdziemy przykłady takich mechanizmów. W latach 90. mieliśmy bańkę internetową. Zaczęła się ona od wąskiego grona specjalistów, którzy odkryli potencjał w globalnej implementacji cyfrowej sieci. Z czasem ta idea zaczęła zataczać coraz szerszy krąg. Przybywało nowych firm oferujących usługi związane z Internetem, a rynek rozwijał się w stabilnym tempie.

Drugim etapem tworzenia się bańki jest boom. Moment ten następuje, gdy daną dziedziną zainteresuje się wystarczająco duża grupa osób. Ich oddziaływanie na ceny staje się coraz widoczniejsze, a grono nowych osób poszerza się coraz szybciej. W naszym przykładzie z lat 90. obserwowaliśmy gwałtowny wzrost zainteresowania nie tylko wśród indywidualnych osób, ale też firm, które chciały dostać swój kawałek rynku internetowego. Aby zdobyć finansowanie, spółki technologiczne szły na giełdę, dzięki której łatwiej mogły zostać skojarzone z inwestorami.

Po boomie przychodzi euforia. To moment, w którym wszyscy uczestnicy są już przekonani o nowym paradygmacie, powszechnie padają słowa takie jak „przełom” czy „rewolucja”. Pod koniec lat 90. w Internecie chciała być już każda firma, bez względu na to czy była producentem oprogramowania (np. Microsoft) czy karmy dla zwierząt (Pets.com). Po drugiej stronie rynku powstawały specjalistyczne fundusze, które inwestowały wyłącznie w spółki działające w Internecie. Popyt rósł w znacznie szybszym tempie niż podaż była w stanie go zaspokoić, a nowych inwestorów rozgrzewały historie o kolejnych spektakularnych sukcesach giełdowych spółek. Mało kto był w stanie oprzeć się giełdowemu szaleństwu, które wtedy miało miejsce. Jednym z nielicznych był Warren Buffett, który stronił od spółek technologicznych, przez co jego wyniki były w tych latach znacznie gorsze niż szerokiego rynku. Twierdził on, że to jeszcze nie jest moment na inwestycje na tym rynku, gdyż nie jest on wystarczająco dojrzały. Czas pokazał, że Buffett miał rację.

Realizacja zysków jest fazą, która zwiastuje nadchodzące kłopoty. Mamy tu dwie siły napędowe: inwestorów, którzy weszli na początku w ten rynek i mają już sowite zyski, oraz nowe osoby, które chcą jak najszybciej zarobić pieniądze. Trudno jest przewidzieć, kiedy nastąpi realizacja zysków, ale nadejście tej fazy bezpośrednio zwiastuje panikę.

Panika, czyli ostatnia faza bańki spekulacyjnej, charakteryzuje się tym, że jest gwałtowna i nieprzewidywalna. Gdy nagle wszyscy chcą zrealizować zyski albo ciąć straty, ceny potrafią spadać naprawdę gwałtownie. Doświadczyli tego wszyscy obecni na rynku w 2000 roku, bo to wtedy nastąpił krach technologicznego indeksu NASDAQ.

W tym przypadku trudno jest podać jedno konkretnie wydarzenie, który przebiło tę bańkę. Taki wyraźny moment zwrotny miał miejsce kilka lat później, gdy we wrześniu 2008 roku upadł Lehman Brothers. Ten istniejący od 1850 roku bank inwestycyjny stał się zapalnikiem inicjującym nie tylko głęboki rynkowy krach, ale również światowy kryzys gospodarczy. Rynkowy szok był o tyle duży, że nikt się nie spodziewał, że tak stabilna instytucja może upaść i natychmiast pojawiły się obawy o los całego systemu finansowego. Działa on jak układ naczyń połączonych. Pęknięcie jednego z nich powoduje problemy u innych. Jak już wiemy z historii, dalsze problemy rynków zahamowała bezprecedensowa akcja luzowania ilościowego prowadzona przez amerykański bank centralny.

Jeśli natomiast chodzi o same przyczyny uformowania się bańki na rynku nieruchomości, to w dużej mierze pokrywają się one ze znanymi nam już etapami. Wzrost cen na rynku nieruchomości szedł w parze ze wzrostem kupców, którzy z czasem nabywali coraz więcej nieruchomości do celów inwestycyjnych. Z pomocą przyszły banki, które oferowały szeroką ofertę kredytów hipotecznych, dzięki czemu można było kupić więcej nieruchomości. Z czasem dostępność kredytu rosła i pojawiły się pierwsze problemy ze spłatami wierzytelności. Równocześnie oczywiście rosły ceny mieszkań i domów, a na rynek przybywało coraz więcej inwestorów szukających szybkiego i łatwego sposobu na pomnażanie zysków. Znany nam schemat doprowadził do pęknięcia bańki.

Paradoksalnie łatwiej jest zidentyfikować bańkę spekulacyjną niż przewidzieć jej pęknięcie. Weźmy dla przykładu bitcoina, o którym niektórzy ekonomiści już dawno mówili, że jest bezwartościowym zapisem cyfrowym. Bitcoin jednak rósł nadal, zbliżając się w szczycie do poziomu 20 tysięcy dolarów. Podobnie jest niemal z każdą bańką – niektórzy mówią, że rynek złota jest bańką, a ten nadal rośnie, zwłaszcza teraz podgrzewany obawami o krach wywołany pandemią. Wiele osób wskazuje jako bańkę rynek akcyjny w USA, który jest częściowo napędzany przez zakupy realizowane przez amerykański bank centralny. Dlatego tak trudno jest zarobić na krachu, niemniej wielu nadal próbuje.

Tak naprawdę z całą pewnością możemy powiedzieć, że na danym rynku była bańka spekulacyjna dopiero wtedy, gdy ona pęknie. Dlatego to zjawisko jest tak trudne do przewidzenia, mimo że znamy mechanizm jego powstania oraz poszczególne etapy. Prowadzi to do wniosku, że musimy być ostrożni w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych i zawsze pamiętać o dywersyfikacji oraz odpowiedniej alokacji kapitału, zgodnie z naszym profilem ryzyka.

Polski Koncern Naftowy ORLEN Spółka Akcyjna, ul. Chemików 7, 09-411 Płock, wpisana do Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy XIV Wydział Gospodarczy w Warszawie pod numerem: 0000028860, numer NIP: 774-00-01-454, kapitał zakładowy / kapitał wpłacony: 534.636.326,25 PLN.
801 167 536
801 1 ORLEN